Wegański torcik oreo

Wegański torcik oreo

Nie dość, że ten tort robi mega wrażenie, to jeszcze jest dziecinnie łatwy z wykonaniu. Wystarczy tylko pięć składników, by wyczarować to cudo i zabłysnąć w towarzystwie.

Za punkt honoru postawiłam sobie zrobienie tortu na urodziny mojego chłopaka. Miałam piec biszkopty, robić krem, polewę i rozetki. To miał być tort na wypasie…

Niestety, zmogła mnie choroba, a że nie lubię nie dotrzymywać słów (zwłaszcza tych danych sobie – to dla Marcina miała być niespodzianka), postanowiłam ułatwić sobie życie. Zmodyfikowałam przepis, który kiedyś gdzieś usłyszałam i stworzyłam takie oto małe dzieło sztuki. Co więcej: ten tort nie tylko ładnie wygląda, ale też wspaniale smakuje.

Od tamtego czasu w domu mam zawsze zapas ciasteczek oreo i minimum dwie puszki mleka kokosowego z Lidla w zapasie. Od urodzin ukochanego torcik oreo już kilka razy ratował sytuację: czy to na urodzinach znajomych czy to podczas wizyty przyszłych teściów. Mówię Wam: wypróbujcie, a na bank usłyszycie mnóstwo ochów i achów.

 

Potrzebujemy:

40 ciasteczek oreo (2 duże opakowania po 16 sztuk plus 1 mniejsze opakowanie)

2 mleka kokosowe (schłodzone przez noc, z dużą zawartością tłuszczu, mleko musi się ścinać w białą gęstą masę, polecam zaopatrzyć się w Lidlu)

3 dojrzałe banany

2 łyżki miodu (lub cukru trzcinowego)

maliny do dekoracji (mi wystarczyło 8 malinek)

Uwaga techniczna:

Torcik robię w małej tortownicy o przekątnej około 20 cm.

torcik-oreo

To działamy:

Zostawiamy 4 ciasteczka oreo do dekoracji. Resztę rozdrabniamy, ja robię to w blenderze na 2 razy. Rozdrobnione ciasteczka przypominają konsystencją torf. Dzielimy je na 3 porcje:

  • największą – trochę więcej niż połowa całości – to będzie spód naszego tortu,
  • średnią – około 2/3 z pozostałej części naszego „torfu”- to będzie warstwa do wyłożenia na kremie z mleka kokosowego,
  • najmniejszą porcje pozostawimy do dekoracji – wysypiemy ją na wierzch tortu.

Największą część pokruszonych ciasteczek ubijamy na dnie tortownicy. Musimy przyłożyć się do ugniatania, bo dzięki temu spód będzie zwartą masą.

Teraz w ruch idą banany. Obieramy je i trzemy na tarce na grubych oczkach. Dzielimy na dwie połowy i jedną z nich wykładamy na nasz spód z pokruszonych ciasteczek.

Przed nami najważniejszy moment: ubijamy krem, czyli mleko kokosowe z miodem (lub z cukrem trzcinowym – z nim powinno się łatwiej ubić). Schłodzone mleko kokosowe wyjmujemy z puszek (wyjmujemy tylko stałą białą masę, płynną część zostawiamy, np. do koktajlu). Wrzucamy białą masę do miski, dodajemy miód i ubijamy mikserem aż krem będzie sztywny. Przyłóżmy się do tego:)

Połowę kremu wykładamy na spód z ciasteczek z bananami. Na to wykładamy warstwę rozdrobnionych ciasteczek (już ich nie ubijamy, bo masa kokosowa jest zbyt delikatna). Na to znowu banany i kolejna warstwa kremu.

Gotowe: wstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny (najlepiej całą noc).

Potem dekorujemy: wysypujemy resztę pokruszonych ciasteczek na górę, 4 ciasteczka oreo dzielimy na połówki i układamy wokół wzdłuż brzegu, a między tymi połówkami wtykamy po dorodnej malince. Voilà!

 

Wskazówka: Banany można też pociąć w plasterki. To wersja dla cierpliwych, bo potem trzeba je równomiernie ułożyć na ciasteczkach. Łatwiej ten efekt osiągnąć ze startymi bananami.

Mój patent: Gdy czasu coraz mniej do wizyty gości, a tort jeszcze się wystarczająco nie schłodził, wrzucam go (delikatnie!) do zamrażarki.

Uprzedzam: Tort po wyjęciu z tortownicy nie rozpada się na wszystkie strony (jeśli dobrze ugnietliśmy spód), to ma dość delikatną konsystencję. Najlepiej przed wyjęciem go z tortownicy, przejechać nożem dookoła blachy, wtedy nic nam się nie rozleci.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *